Trach, czyli był sobie kręgosłup

Dzisiaj zapowiadał się fajny dzień, śniadanko, potem wyszliśmy do ogrodu-ładna pogoda. Grabiliśmy, ja z Kubusiem, potem  ja sama, a Kubuś rozrzucał już zgrabione liście. Potem Kubuś z Basią. Było wsypanie ziarenek do karmnika dla ptaszków.

Potem prace na dywanie (często zmieniamy miejsce pracy), MASAŻE. No i stało się chciałam iść wytrzepać taki mały chodnik, pochyliłam się, żeby ubrać buty i nagle ból nie z tej ziemii. Nie mogłam się ruszyć, mojego lekarza w szpitalu nie ma. Inny, podczas rozmowy telefonicznej, kazał się położyć i wziąć leki.

Masakra, wzięłam 3 tabletki i prawie nic lepiej. Po południu trochę zaczęłam rozchodzić ten ból.

Teraz jestem zmuszona pokazać się u lekarza, który mnie 2 lata temu operował. Wtedy wstanie z łóżka zajmowało mi ok. godziny- rozchodzenie bólu, zdrętwiała, nieczuła lewa noga po tym czasie dawała oznaki życia. Po paru miesiącach bezskutecznych prób rehabilitacji, zlitowali się nade mną i wzięli na salę operacyjną. Od tamtej pory może nie było idealnie, ale dawało się żyć.

Tak bywa, jak się nie dba na co dzień o zdrowie- kręgosłup to nie przelewki.

Did you like this? Share it:
Category: Codzienność  Tags:
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can skip to the end and leave a response. Pinging is currently not allowed.
Dodaj komentarz

Wpisz treść poniżej. Spam i niecenzuralne wypowiedzi będą usuwane.

Uzupełnij działanie