Od początku…

Prolog

Moja trzecia ciąża, no cóż –ogromny brzuch a w nim  Ktosiek albo Ktosia ,tak mówiliśmy  jak jeszcze nie wiedzieliśmy co to będzie za osóbka .

Pierwsza wizyta u lekarza ,który mnie miał prowadzić nie bardzo była dla mnie przyjemna –stwierdzenie ,że od początku do końca będę leżeć plackiem w szpitalu .Wtedy ja na to, że się tak zaprę ,że ani jednego dnia mnie tam nie zobaczą. Na co Pan doktor tylko się uśmiechnął .

Nie mogę sobie pozwolić na leżenie w szpitalu ,kiedy w domu czeka na mnie moja córeńka Basieńka, po wakacjach idzie do pierwszej klasy –o nie, nie  ma takiej możliwości!

Czas  zacząć  od początku naszą historię –hm ,myślę, że zrobi się ciekawie-może zaparzcie sobie dobrą herbatę z cytryną i owińcie się kocem .

Część pierwsza -Oliwia

Za górą, za rzeką, w wysokim bloku przy zajezdni, na 6 piętrze mieszkała sobie śmieszna rodzinka wesoły tatuś , troszkę zrzędliwa mamusia i mała w brzuszku istotka .Tatuś i mamusia bardzo byli na początku wystraszeni ,że jak to i co to będzie, bo ślub zaplanowany na lipiec ,wszystko przygotowane a tu taka no-wpadka ,ale spokojnie dało się wszystko szybko przełożyć i w kwietniu był nasz piękny ślub ,dokładnie w Wielkanoc –cudna pogoda , kwiaty ,kościół , życzenia , goście –byliśmy wtedy tak szczęśliwi, nic nie zapowiadało nieszczęścia ,brzuszek był jeszcze malutki ,choć to już był półmetek ,całe wesele przetańczyliśmy ,było cudnie. W dzień poprawin dosyć wcześnie rano oglądaliśmy prezenty i pisaliśmy, aby potem wszystko wyczytać naszym gościom , a tu dostaliśmy najpiękniejszy prezent od naszej kruszyny –pierwszy  ruch.(teraz na to wspomnienie trochę mi się obraz zamazał łzą).

Wiele było później  takich kopnięć ,mniejszych lub większych ,ale ten  pamiętam szczególnie –to był prezent –tak jakby powiedziała: nie bójcie się będzie dobrze  (,tak już wtedy wiedzieliśmy ,że to dziewczynka). Mój teść w dzień poprawin nie wytrzymał i chwalił się tym pierwszym kopnięciem , nie dziwię Mu się, jak tu się nie cieszyć jak się ma trzech synów.

Mijały miesiące, a my razem rośliśmy, przybyło mi 25 kilo ,taki był ze mnie hipopotam ,ciężko się chodziło, a tu lekarz ciągle zmieniał datę porodu – październik, wrzesień,  aż w końcu sierpień ,tak było bo okazało się , że  miałam miesiączkę będąc w ciąży –czasami tak jest , mój organizm jest jakiś dziwny .W końcu przyszedł ten dzień porodu, wcześnie rano to był wtorek -25 sierpień 13 lat temu (,ten dzień kiedyś wymazałam z pamięci, ale ktoś mi go przypomniał),pobiegłam do sąsiadki zadzwonić na pogotowie ,coś mi leciało –to chyba śluz –myślałam, że już czas –zabrano mnie do szpitala na spokojnie ,nie było zbyt  dużo mocnych skurczy ,nieregularne .Położono mnie na izbie przedporodowej i kazano czekać .Przyszła pielęgniarka ,lecz mówi do mnie: co to ?Chyba się nam aparatura popsuła nie mogła zrobić zapisu ktg, sprawdza na innym brzuchatku –ok. Wezwała lekarza i szybko pojechano ze mną do sali na USG  .Wtedy podszedł do mnie ordynator i powiedział „tu jest ciąża martwa ,tu już, nic nie da się zrobić” pytano czy dać mi tabletki na uspokojenie „nie ,bo to może zaszkodzić dziecku ”-nie wierzyłam co oni do mnie mówią-to jakiś koszmar-pytam o co chodzi ,każą leżeć i czekać na wezwanie do gabinetu, wtedy przyjechał mój mąż –mówię –próbuję-ale głos się nie chce wydobyć-nie wierzymy –lekarze się na pewno pomylili miał być poród rodzinny, a teraz co oni z nami zrobią? Co z NASZYM MALEŃSTWEM??

Zostałam wezwana do gabinetu ,mąż czekał na korytarzu –dostałam pół tabletki na wywołanie porodu i leżeć ,no to leżę(to było o 13)o godz. 19 30 obchód, a ja mam takie skurcze ,że już nie mogę ,pozwolono mi wtedy chodzić. Byliśmy cały czas razem z mężem ,poprosiliśmy o poród rodzinny –zgodzili się –wiedzieli ,że bardzo nam zależy .To był oddział izolacyjny w Toruniu –mimo tego lęku ,poród przebiegał spokojnie, miałam dobrą opiekę 2-lekarzy i pielęgniarkę ,która troskliwa była ( nie myślcie sobie –aha bo pewnie dobrze zapłaciła ,otóż nie- ani złotówki, mimo, że wtedy porody rodzinne były zupełną nowością zupełną i płatne-teraz jest inaczej).

Mąż mógł  być do momentu aż wyjdzie Nasza kruszyna i był ,w tym czasie lekarz kładł mi się kilka razy na brzuch, mówiąc” po co Ona się tak męczy na darmo?” ale to nie było na darmo – urodziła nam się śliczna dziewczynka –Oliwia ,tak daliśmy Jej na imię (znów mam szkliste oczy),mąż czekał przez chwilę na poczekalni ,zmierzono i zwarzono Nasz SKARB -4 kg.i 61 cm. A ja czego nie mogę sobie wybaczyć do dzisiaj –nie powiedziałam „proszę, chcę Ją potrzymać”. Jak już rodziłam w ostatniej fazie –dostałam coś w żyłę –śmiałam się i płakałam .Mój Rafał powiedział „dobrze ,że nie powiedziałaś, bo byś Jej nie oddała i byłoby Ci jeszcze gorzej „-tak to prawda ,ale ten żal będę nosić do końca w sercu. Pamiętam  ,(choć obraz jest nieco zamazany) taką maleńką ,leżącą na boczku .Nie raz sobie myślę i marzę –jak fajnie byłoby Ją mieć .Czekaliśmy do samego końca( 20.20) ,że może to pomyłka ,lecz nie Nasza dziewczynka nie zapłakała ,nie było klapsa ,nie było pierwszego krzyku-to było straszne i pytanie dlaczego ?To było pierwsze, dlaczego? Dlaczego to Nas spotkało ?Co takiego zrobiliśmy, by tak strasznie cierpieć.

Pozwolono nam zostać przez 2 godziny razem na tej Sali ,mąż wychodził jak szpital był już zamknięty a na zewnątrz czekał na Niego brat z kuzynką .Rodzina stwierdziła ,że musi ktoś z Nim  być .I to co się działo w domu (dowiedziałam się po jakimś czasie).Płacz ,lament i to łóżeczko ,które stało ,i które trzeba było złożyć i wózek ,ten wózek (może to przez niego?)zaraz go sprzedaliśmy a najtrudniej było z łóżeczkiem ,ta pościel w misie ubranka w szafie przygotowane–ciężko.

Rano po przebudzeniu obudziłam się cała w krwi ,było jej też trochę pod łóżkiem ,nie byłam w stanie sama iść do łazienki ani się przebrać (kuzynka męża i teściowa mnie prowadziły).Miałam temperaturę

I nie mogłam pochować Oliwii z mężem ,nie wypuszczono mnie na pogrzeb ,co przeżywał mój mąż  to mogę się tylko domyślać-Sam niósł Trumnę, a w niej był Nasz jakże maleńki, ale jakże Ogromny Skarb ,Skarb który nosimy do dzisiaj w sercu .Pochowana została w białym wełnianym ubranku ,który kupiła kiedyś moja mama ,moja mama już wtedy bardzo chorowała ,z trudem się poruszała i tylko zapytała ”dlaczego to nie Ja?”

Ciężko było wrócić do pracy, ale szybko chciałam się czym zająć  ,ludzie bali się zapytać a ja niemogłam patrzeć na małe dzieci i zrozumieć –dlaczego? Zwolnienie ,które otrzymałam ze szpitala spędziłam u rodziców męża ,to był koszmar –wszędzie widziałam Oliwię, na jawie i we śnie .Jak  tylko przyjechałam ze szpitala od razu chciałam jechać na grób –jak już mnie tam zabrano ,to najchętniej zostałabym tam z NIĄ-Moją Małą córeczką.

Trudne były dla nas dni -czekaliśmy na wyniki sekcji zwłok Oliwii –wynik–przedwczesne odklejenie się łożyska (ablacja łożyska).

Później  miesiące badań aby znów coś złego się nie powtórzyło ,w szpitalu Ordynator powiedział , że zrobić badania odczekać 3 miesiące i znów spróbować, że to najlepsze lekarstwo. Pomyślałam tylko wtedy „co On plecie-na to nie ma lekarstwa” Byliśmy załamani, roztoczono przed nami wizję wielkich problemów z ciążą, kto wie czy w ogóle dane nam będzie zostac rodzicami…

Lecz wszystko potoczyło się inaczej ,ale to już inna historia.

Część druga-Basia

Za górami ,za lasami ,wysoko bo na 6 piętrze mieszkała sobie rodzinka , o wiele smutniejsza, ale bardzo się kochała . Tak jak w pierwszej części mówiłam , ordynator nas namawiał na ponowne zajście w ciążę –jako lekarstwo. Bardzo chcieliśmy wypełnić tą pustkę- wiecznie czegoś (kogoś) brakowało i w domu, i w sercu –ale  serca nie dało się oszukać –rana została i boli do dzisiaj.

Po pierwsze zmieniliśmy lekarza z przychodni na prywatnego, zlecił nam masę badań ,(wszystkie były w porządku),potem były próby z zajściem w ciążę, ale się nie udawało –byłam załamana ,przychodziły mi do głowy głupie myśli ,tak bardzo chciałam być mamą ,ale cały czas miałam jeszcze malutką nadzieję ,że się uda . No i udało się!! Na Święta Bożego Narodzenia miałam małą fasolkę w sobie.

Lecz niestety niezbyt  długo było dobrze ,w pierwszym miesiącu zaczęły się krwawienia , to było w pracy –jak na sygnale z mężem jechałam do szpitala.

Byliśmy przerażeni ,że znów coś nie tak. Dostałam tabletki na podtrzymanie płodu i zakaz wstawania ,chyba, że do toalety .

Tak się zaczęło ,niezbyt dobrze . Jak tabletki pomogły, poczułam się lepiej –mogłam wstać ,chciałam coś zrobić,  lecz niestety gdy tyko zabierałam się np.  za odkurzanie od razu pojawiał się ból  brzucha ,musiałam się położyć  i tak w kółko.   W końcu lekarz zdecydował ,że czas  zabrać mnie do szpitala –stało się to 11 maja w moje urodziny, więc musiałam się położyć na oddział Patologii Ciąży. Urodziny spędziłam już w szpitalu, był przy
mnie wtedy Rafał . Musiałam dużo leżeć ,mało chodzić. Na początku dozwolone były krótkie spacery, lecz kiedy miałam ( po tygodniu leżenia) skurcze co dwie minuty to Pan doktor stwierdził, że już nie wie co mi dać , żeby skurcze minęły.
Piąty miesiąc, a u mnie nie wiadomo czy zaraz nie będę rodzić-takie mam skurcze.
Bałam się czy ten horror ma się powtórzyć? Znów  pytanie dlaczego? Po raz drugi, wtedy sobie obiecałam ,że tak jak każą, będę leżeć,  chodźby do końca –do porodu, nawet plackiem.  No i niestety  musiałam leżeć do samego końca ,tylko leki rano , w południe ,wieczór , kroplówki , zastrzyki (strasznie się boję zastrzyków,)ale co tam, dam się pokuć dla PTYSI-PTYSIA (tak nazywaliśmy swoją córcię) ,bo strasznie wtedy mi smakowały Ptysie. Rafcio kupował mi je zawsze w jednym miejscu w Toruniu. Jak byłam w szpitalu robił mi swój specjalny smaluszek  do chlebka, inne panie z oddziału w lodówce jakieś smakołyki –jogurciki, a ja w lodówce –smalec  domowy, ogórki   kiszone i w sezonie śliwki węgierki. Niestety na wakacje były problemy z zaopatrzeniem w ptysie, ze względu na upały ich nie robiono.

I tak rosłyśmy wszerz –ja i Ptysia . W maju pan doktor wypuścił mnie na przepustkę-mąż przyjechał pod same drzwi szpitala ,żebym za dużo nie szła ,potem była winda i do łóżka ,choć na chwilę odetchnąć -2 dni i znów do szpitala będę musiała wracać . Ale co tam, tak trzeba dla Naszej Córci.

Pamiętam ten dzień jak dziś –27 maj –odpoczywamy sobie z Rafciem –nagle telefon –złe przeczucie mnie ogarnęło , Rafał rozmawia i zwraca się do mnie –ja już wiedziałam ,że coś się stało z moją mamą-powiedział mi ,że MOJA MAMA wczoraj umarła –dzwoniła Jego Mama. Płacz , płacz –żal ogromny do losu – Mój NAJWIĘKSZY PRZYJACIEL ODSZEDŁ –mój powiernik sekretów i zwierzeń ,moja studnia bez dna , nawet jak byłyśmy pokłócone –wiadomo jak matka z córką, trwało to tylko chwilę ,na kolanko do mamci –przepraszam i już było dobrze. Straszna pustka ,miałam już wtedy przyjaciela –powiernika-mojego męża, ale Mama to była MAMA, ja myślałam ,że nigdy nie umrze, że zawsze będzie ze mną ,przy mnie. Bardzo bolało. I znów pytanie dlaczego?

Po tym telefonie o śmierci mamy, Rafcio dzwonił do mojego doktora czy może mi coś podać na uspokojenie? Tylko coś na ziołach , oczywiście rozmowa, co teraz z pogrzebem ? Czy mogę jechać ? Oczywiście inne rozwiązanie nie wchodziło w grę, musiałam jechać –musiałam się z NIĄ pożegnać. Przyjechał wtedy po nas tata Rafała , wcześniej poszliśmy zamówić wieniec –nie wiem jak ja to wytrzymałam
–miałam wtedy dylemat –jedno życie w sobie , które muszę  donosić a drugie życie pożegnać i z niczego nie mogłam i nie chciałam rezygnować. Pożegnanie –coś strasznego!! Pamiętam tylko ,że strasznie płakałam i w myślach pytałam –dlaczego?

Byłam bardzo słaba w kościele tata wziął mnie pod rękę –myślał, że upadnę- a podczas pożegnania na cmentarzu  ,dotarło do mnie ,że już nigdy mojej mamy nie zobaczę.

Ciężko było wrócić do rzeczywistości, ale nie było wyjścia .Powrót do szpitala i leżenie plackiem .

W między czasie odwiedziny i tak dni leciały ,od książki do książki , od odwiedzin do odwiedzin ,od jedzonka do jedzonka , od kroplówki do
kroplówki; tabletek, zastrzyków . Mój mąż do szpitala wchodził już jak do siebie, nie obowiązywały go godziny odwiedzin, wszyscy się przyzwyczaili do tego, że codziennie po pracy był u mnie do późnych godzin  wieczornych.

Tak dorwaliśmy do momentu, gdzie były dwa tygodnie do porodu i już mi nic nie powstrzymywano. Niestety rano dostawałam skurczy –zastrzyk albo przejdzie albo się zatrzyma –wszystko mijało i wieczorem znów to samo. I tak przez dwa tygodnie. Dzień  przed terminem dostałam żel
na wywołanie porodu, rano tak jak przez ostatnie dwa tygodnie znów się zaczęło- skurcze i po skurczach. Mój mąż jak zawsze przez te 2 tyg. przyjeżdżał do szpitala, a tu zawsze fałszywy alarm. Chcieliśmy poród rodzinny ( już odpłatnie). Tym razem też myślał: znów nic z tego. Stało się inaczej –bóle się tak rozwinęły, że nie wytrzymywałam –tak bolało –bolało ,a rozwarcia brakowało –krzyczałam i prosiłam „dajcie mi coś , ja już nie mam siły , zróbcie coś –ja nie wytrzymam”  I wreszcie  o 21 było rozwarcie! Pozwolono mi jechać na wózku na salę porodową z mężem , ja nie chciałam jechać „ pójdę –to może szybciej urodzę ”-żadnych piłek, wody, masażu –tylko marzyłam aby urodzić, położna jeszcze musiała wypełniać  jakieś  papierki,  a tu  czuję , że  już –szybko!! Lekarz jak przyszedł to było już po porodzie. Szczęśliwy i zdenerwowany Rafał przecinał pępowinę, do dzisiaj wspomina, że strasznie się bał, że coś źle zrobi i te nożyczki chirurgiczne takie jakieś dziwne…

9.9.99r o 21.30 urodziła się NASZA DŁUGO OCZEKIWANA CÓRCIA
Zapłakała –to na ten krzyk czekaliśmy najbardziej .

Potem nas zostawiono na dwie godziny –TYLKO Z NASZYM SKARBEM !!!

MÓJ mąż jak mnie zobaczył rano ,nie mógł uwierzyć ,że ja sama chodzę –gdzie tam –biegam po korytarzu . Zobaczcie MOI MILI CO Z CZLOWIEKIEM ROBI PSYCHIKA!!

Po kilku dniach wróciliśmy szczęśliwi do domu –Basiunia  rosła jak na drożdżach , szybko się uczyła rzeczy ,których powinien umieć każdy mały Bąbel 🙂  Była straszną gadułą, zaliczyła świetnie przedszkole –już po miesiącu znała piosenki i wiersze, a na Boże Narodzenie występowała już w przedstawieniu  -jako trzylatek .Teraz ma już 12 lat i myślę ,że kocham Ją jeszcze bardziej niż wtedy –jak wzięłam Ją pierwszy raz w ramiona.

Wiele rzeczy muszę się uczyć –tego jak być mamą  nastolatki, jak uczyć się nie wybuchać, gdy mnie zdenerwuje, jak z  Nią rozmawiać  i o czym , co robić w wolnych chwilach. Tego tak naprawdę nie ma w tych wszystkich mądrych książkach –życie to dopiero  książka, a scenariusz do niej zależy od nas.

KOCHAM  CIĘ   BARDZO MOCNO  BASIEŃKO , to nigdy się nie zmieni.

Choć nasze życie i My bardzo się zmieniliśmy –lecz to co mam  w sercu (prócz wielu smutków i żalu), to jeszcze Wiele ,wiele miłości Basieńko- moja najsmaczniejsza  na  świecie Ptysio!!!

 

Część trzecia -Kubuś- ciąża

Za górą ,za rzeką a wcale tak nie daleko –przy lesie ,żyła sobie rodzinka :Tatuś Rafał, Mamusia Zosia i mała dziewczynka Basieńka.

Mieszkaliśmy  już w domku ,na którego budowę wzięliśmy kredyt z banku (spłacamy go do dzisiaj). Po ponad 5 latach wynajmowania mieszkania i płacenia komuś tam do kieszeni ,doszliśmy do wniosku (właściwie to Rafcio mnie namówił ,ja bardzo się bałam, ale zgodziłam się),że czas na coś swojego – nie zupełnie tak wyszło , bo teraz pieniądze idą do banku, ale jak jakimś cudem dom spłacimy to będzie wtedy nasz-( dopiero niedawno go skończyliśmy).

No i tak sobie tatuś z mamusią rozmyślali a może by tak spróbować jeszcze raz –może się uda ,może nie będzie trzeba leżeć w szpitalu?
Basieńka niedługo miała pójść do szkoły i jak tu leżeć w szpitalu ,o nie !!!

Więc poszłam do lekarza (do tego samego ,co prowadził Basię) i mówię, że myślimy o  ciąży z mężem. Na co Pan doktor , ze trzeba będzie się położyć i to na długo ,takie wyjście nie wchodziło w grę – przecież Basia pójdzie do pierwszej klasy , na co Pan doktor – to będzie panią odwiedzać . Wróciłam załamana z  tej wizyty, do tego jeszcze dołożył swoje zdanie neurochirurg – będzie problem dla kręgosłupa –odradza ciąże. Zawsze mialam problemy z kręgosłupem, a po ciąży z Basią był mocno nadwyrężony.

Cóż było robić ? Zrezygnowaliśmy i udaliśmy się, gdzie? Do Ośrodka Adopcyjnego.

Na pierwszą wizytę przyszliśmy z Basią (rozmawialiśmy z Nią długo – czy zgadza się na adopcję? –co by chciała –brata czy siostrę? Mimo ,że Basia miała zaledwie kilka lat ,może Wam się wydać –za mała ,nie dojrzała –otóż nie , Ona była bardzo dojrzała jak na swój wiek , wiele rozmów przeprowadziliśmy wtedy –a co by było gdyby, a czy ta siostra ma być starsza czy młodsza itp.)Uznaliśmy ,że będziemy się starać o dziewczynkę ,najlepiej taką po porodzie i zdrową – bo uważaliśmy ,że my już tyle przeszliśmy i ,że mamy Basię ,nie będziemy mieli sił na chore dziecko –tak nam się wydawało wtedy. Basieńka była tylko wtedy na tym jednym spotkaniu, potem już mieliśmy przychodzić bez Niej . Ale, informowaliśmy  Ją na tyle ile powinna wiedzieć. Spotkania były raz w miesiącu , byliśmy zawsze razem –mieliśmy wywiad w domu- wszystko było ok. Choć dla nas ,w szczególności dla mnie –rozmowy o rodzicach ,o dzieciństwie , o moim późniejszym życiu ,były bardzo ,bardzo bolesne – nie raz lały się łzy –bo musiałam opowiadać o rodzicach , o rodzeństwie ( wtedy pochowałam brata starszego) to wszystko było bardzo bolesne – rodziców już przy mnie nie było , więc opowiadanie o Nich sprawiało ból-i to ogromny – bardzo ich kochałam i są głęboko w moim sercu i pozostaną w nim na zawsze. Rafałowi  też nie było łatwo ,rozmowy bardzo szczegółowe – intymne – ale tak trzeba- mówiliśmy sobie – tak co miesiąc.

Aż, do przed ostatniej wizyty ,gdy Rafałek zapytał kiedy możemy liczyć na dziecko ? Tak właściwie to nie wiadomo średnio czeka sie dwa-trzy lata – odpowiedziano nam. Wyszliśmy stamtąd  podłamani, może nie będzie tak źle –pytaliśmy sami siebie?

Byliśmy zapisani na ostatnią wizytę – to było lato –lipiec . Basia miała jechać do koleżanki , my mieliśmy być w dwóch oddzielnych pokojach – rozmowy kilku godzinne. Ale dobrze , wstałam rano i w łazience MÓJ MĄŻ  powiedział do mnie „może nie jedźmy tam dzisiaj ,zaraz spotkanie odwołamy, ja wiem ile Cię to kosztuje, nie mogę Cię tak męczyć i jeszcze nie wiadomo ile lat minie zanim adoptujemy dziecko”. Ja wtedy poczułam ,że grunt mi się osuwa spod nóg , poszłam do łóżka i się popłakałam ,nie wiedziałam – co z tym zrobić? Cieszyć się czy płakać? Nie wiem ,długo nie wiedziałam . Rafi powiedział coś jeszcze ,że spróbujemy – boi się ale chce spróbować , jeszcze raz z ciążą- mimo, że lekarze mówią NIE. Przyznał, że już od jakiegoś czasu chodzi mu to po głowie i sądzi, że mi też. Jaka ja byłam wtedy roztrzęsiona , nie wiedziałam co z tym zrobić. Ale przez łzy powiedziałam ( w duszy bardzo tego chciałam, tylko się bałam; tak bardzo się bałam znów spróbować). Umówiłam się na wizytę i poszłam do ginekologa i oświadczyłam ,że ja tak się zaprę w tej ciąży ,że ani jednego dnia się nie położę . Będzie wszystko dobrze. Pan doktor ,co mógł powiedzieć? Uśmiechnął się tylko i tyle.

(Powiem Wam tylko ,że pamięć płata czasami figle i to nie zawsze miłe . Otóż  idąc do kontroli po urodzeniu Oliwi , najpierw weszłam do położnej Pana doktora i Ta Pani mi powiedziała ,że mnie pamięta – ja na to – skąd? Ze szpitala-podczas porodu Oliwii, i opowiedziała mi wszystko krok po kroku jak to było –pamięć  wróciła, a z nią jeszcze wielki ból i strach, potem się też dowiedziałam –po latach ,że to była głęboka depresja . Kiedyś widziałam taki program naukowy –jak to człowiek po głębokich przeżyciach potrafi pewne fakty, a nawet część życia wyrzucić  ze swojej pamięci . I tu było tak ze mną. Niestety. )

Basieńka oczywiście dowiedziała się pierwsza o Naszej decyzji, po kilku miesiącach na Święta Bożego Narodzenia już byłam w ciąży (oczywiście najpierw zrobiliśmy stosowne badania, brałam witaminy, masaze na kręgosłup, wszystko było bardzo zaplanowane tak jak z Basią). Mieliśmy pierwsze nagrania z USG naszego Ktosia lub Ktosi ( tak nazwaliśmy wtedy nasze maleństwo). Cieszyliśmy się ogromnie z tej ciąży ,razem z całą rodziną i znajomymi.

Było super, na początku olbrzymie mdłości ,ale poza tym nic mnie nie bolało , jeździłam autem –dowoziłam Rafcia do pracy, Basię do szkoły –pierwszej klasy w Szkole Muzycznej w Toruniu; na taniec towarzyski, na tenisa, plastykę, język angielski-lekcje odrabiała w szkole albo w aucie (wiersz ,czytanka – zanim dojechaliśmy do domu – już umiała – nie traciliśmy czasu), naprawdę czułam się znakomicie .

Pan doktor pozwolił nam lecieć do Egiptu – dostaliśmy w prezencie od zaprzyjaźnionej firmy Rafcia taki przelot- nie miałam wtedy jeszcze nawet karty ciąży założonej; tylko zaświadczenie ,że jestem w ciąży – czułam się w samolocie jak ryba w wodzie –było przecudownie ( chciałabym kiedyś aby Kubuś zobaczył jeszcze raz te miejsca –piramidy, muzea- fantastyczna wyprawa !!! Wylot do Egiptu był zimą w czasie ferii u nas, u mnie początek mdłości – nieciekawie ,jadłam tam prawie tylko zupy ,co bardzo denerwowało mojego męża . Wróciliśmy szczęśliwie , za miesiąc Rafi wylatywał służbowo  do Korei – byliśmy właściwie bez kontaktu –nasze komórki tam nie działały , raz napisał e –mail . Na wszelki wypadek przyjechała teściowa, ale było wszystko dobrze.

Powiedziałam wtedy, że czuję ,że to będzie chłopczyk,  na to teściowa: ”nie przyzwyczajaj się do tej myśli ,bo jak nie będzie, to będziesz rozczarowana „ ,pomyślałam  wtedy ,że ma rację –ale i tak, głęboko gdzieś  w sercu czułam, że to będzie chłopczyk –MÓJ Maleńki SYNEK!!!

Ja rosłam wszerz, Ktosiek lub Ktosia też. Miałam dobry apetyt, jak mdłości ustąpiły jadłam wszystko oprócz słodyczy, nie smakowały mi ,tak samo jak majonez (problem miałam na świętach  wielkanocnych–wszystko w majonezie i ciasta –wtedy ble). Można powiedzieć ,że odżywiałam się zdrowo.

Pamiętam, że jak już można było stwierdzić płeć–zdecydowaliśmy ,że pójdziemy na badanie USG z Basią, więc jak już Pan doktor mnie zbadał, poprosił do gabinetu Rafała z Basieńką. Ja leżałam a Rafał z Basią stali przy monitorze i pamiętam jak Rafał mówił jak czuł ,że Basia jest bardzo zdenerwowana. Pan doktor zapytał „ co chcesz Basiu , brata czy siostrę?” Basieńka na to, że brata. No i powiedział „to życzenie się sprawdziło, będziesz miała brata” A z Basi jakby ktoś powietrze spuścił –odetchnęła pełną parą.

Wtedy to –ŻYCIE NAPISAŁO ZA NAS NOWY SCENARIUSZ – PODCZAS PROCEDURY ADOPCYJNEJ ZDECYDOWALISMY SIĘ NA DZIEWCZYNKĘ, A TERAZ BĘDZIEMY MIEĆ CHŁOPCA!!!!

 

 

Część czwarta -Kubuś 

Nasze maleństwo rosło, ja rosłam wszerz. Czułam się dobrze, chodziłam na kontrolne wizyty. Cieszyliśmy się. Bardzo nam wtedy pomogło wiele osób, znajomi:E. J .Nawroccy, S. Zielińska, R. Backer, J. R. Kłosińscy, A. M. Kobielarz, D. Kapela. Czas był to dla nas bardzo ważny i trudny. W czasie wakacji Basia spędzala czas u koleżanek j a ja już byłam w szpitalu- ostatnie trzy tygodnie do porodu.

Kilka tygodni przed porodem będąc z Basią w kwiaciarni pośliznęłam się ( było po deszczu) i upadłam, ciągnąc za sobą Basię. Jakaś Pani pomogła mi się podnieść, Basi nic się nie stalo. Ale ja przeraziłam SIĘ, POSZLIŚMY DO AUTA I ZADZWONIŁAM DO SWOJEGO LEKARZA, kazał mi zaraz przyjechać na badanie. Pan doktor jak mnie zobaczył, tylko to skwitował ”co te ciężarne tak mi się przewracają”, ja na to, że brzuch duży i stopnia nie zauważyłam, jeszcze po deszczu- ślisko. Po dokładnym zbadaniu, okazało się, że nic mi i maleństwu nie jest. Dalsza obserwacja. Wróciliśmy z Basią do domu. Życie toczyło się dalej.

Jeszcze była jedna sytuacja, gdzie otarłam się o szpital. Pewnego dnia będąc na angielskim z Basią w mieście, strasznie rozbolał mnie brzuch. Rafi był w Warszawie na wyjeździe służbowym z szefem. Brzuch bolał przeraźliwie, przez telefon zorganizowałam opiekę u wujka i cioci, Rafi resztę. Kolega z pracy przyjechał po mnie zabrał mnie i Basię do Cioci i wujka, drugi kolega Rafała zabrał z miasta nasze auto i przestawił je na parking, później jak Basia była bezpieczna mnie zawiózł do szpitala (dzięki Anirowcy) Zostałam zbadana, skurcze przepowiadające, pozwolono mi wrócić do domu. A, teraz nie uwierzycie! Mój Rafałek gnał taksówką z tej Warszawy, szef Mu kazał. Znał wcześniejszą sytuację, baliśmy się wtedy tak panicznie. Oby się nic nie powtórzyło. Wracając już z Rafałem i Basią do domu, zatrzymaliśmy się i zadzwoniliśmy do Pana doktora. Z zapytaniem czy już może mnie wziąć , przestraszyliśmy się na serio, Pan doktor był bardzo zadowolony z obrotu sprawy, że nie bronię sie przed zostaniem w szpitalu. Po tym zdarzeniu za okazaną pomoc, będąc jeszcze w ciąży, zawiozłam kwiaty dla kolegów i szefa Rafała. Było im bardzo miło (tak przynajmniej myślę).

No i się zaczęło, najpierw spokojnie, potem kroplówki, potem jakiś balonik na wywołanie porodu, chwilę nawet szło, były bardzo silne skurcze. Był też krwotok, balonik wyjęto wyczyszczono i założono. W czasie jak leżałam Basia będąc u koleżanki, ( miała nocować) dostała jakiś krostek. Okazało się, że to pokrzywka, trafiła do szpitala dziecięcego w Toruniu. Masz ci los, ja myślałam, że oszaleję. Uprosiłam przepustkę na cały dzień i pojechałam do Basieńki. Mamy nawet razem zdjęcie w dziecięcym szpitalu z welfronami w ręku. Pamiątka.

Tylko najbardziej poszkodowany był Rafał, jeździł pomiędzy dwa szpitale, nie miał wtedy prawka, więc albo autobusami albo jakiś kolego go podwoził .

Basieńka dość szybko wyszła ze szpitala, pojechała na trochę do babci i dziadka. A ja leżałam. Czasem ktoś przyjechał, znajoma , koleżanka, ktoś z rodziny, codziennie po pracy był Rafi.

I stało się, pan doktor okazało się ,że idzie na urlop a mi termin z usg minął (17 sierpień), do terminu z miesiączki jeszcze trochę (1 wrzesień) Więc nie chciał lekarz mnie zostawić i postanowił, że będzie cesarka. Ja nic nie wiedziałam, tylko wieczorem, że mam być na czczo i byłam od rana na kroplówkach, zwijając się bo skurcze. Tak kilka razy mnie brano, o 15 się dowiedziałam, że to cesarka będzie. Zbadana, przygotowana i przerażona na Sali operacyjnej byłam o 17 .50, a o 18 .20 już był Kubuś. Tak się doktor uwinął raz dwa. Najgorszy moment to wyjmowanie, jest ucisk i chwila bezdechu.

Ale miałam swojego Kubusia, tylko przytulić nie było jak, podłączana do tych wszystkich kabli– nijak. Zapytałam, czy mogę Go pocałować i położna mi podała to nasze cudo.

Zabrali go, mnie zszywali, Kubuś dostał 9 punktów – 1 odjęli na zabarwienie skóry.

Jak Pan doktor wyciągał Kubusia powiedział: ale Ty masz profesorską głowę. Duży chłop!

Rafał stał na korytarzu i zobaczył Go pierwszy, w inkubatorze, potem mnie zawieźli do Sali.

Tu zaczęła się masakra, odparzyłam sobie stopy od łóżka szpitalnego, powiedziano nam, że mamy dużo pić i leżeć na wznak. Zgłaszać ból. Tak całą noc. Osobiście nie polecam cięcia, wolę naturę. Po 12-tu godz. wolno było wstać, więc wstałam i namówiłam sąsiadkę. Ale zanim doszłam do umywalki, to już byłam cała mokra z wysiłku. Za drugą próbą poszłam pod prysznic i umyłam włosy( można tak powiedzieć). Kubuś przychodził za pomocą położnej na karmienie, jakoś dawaliśmy radę- marzyło mi się i bardzo chciałam choć Kubusia naturalnie.

Gdy znaleźliśmy się już wieczorem na dużej Sali, było jeszcze gorzej bo nie dość, że wszystko bolało, to jeszcze kręgosłup się odezwał. Trzymałam Kubusia, ryczałam, ale jakoś wytrwaliśmy. Odwiedzili nas dziadkowie z Basieńką i resztę najbliższych, koleżanki moje i tak zleciało. Rafi przygotowywał pokoik Kubusia, ja nie zdążyłam go do końca pomalować . Kończyłam już jak Kubuś w nim mieszkał. Postacie z bajek Disney. Rafi złożył łóżeczko, pojechał po wózek. W trzeciej dobie wróciliśmy do domu. Młodszy brat Rafała nas przywiózł.

NASZA BASIA JAK KUBUŚ SIĘ URODZIŁ  WYBIEGŁA NA PODWÓRKO U DZIADKÓW I KRZYCZAŁA NA CAŁE GARDŁO :”MAM BRATA, MAM BRATA !!!”

Tak bardzo Go chciała. Nasze kochane SKARBY…

 

 

cdn